Łódź - Niesięcin - Żabiczki-Las - Babice - Kazimierz - Lutomiersk - Prusinowice - Konin - Górka Pabianicka - Łódź (+KL)

Niedziela, 17 lipca 2016 · Komentarze(0)
Kategoria 40 - 70 km
Uczestnicy


Miało być solo, ale jak mówią - świat jest mały. Gdy dojechałem bowiem do skrzyżowania ulic Solec i Wieczności, na prowadzącej do tego skrzyżowania z północnego wschodu ścieżce zmaterializował się niespodziewanie KL. Ten postanowił się przyłączyć.

W Niesięcinie, trochę w ślad za powoli oddalającym się od nas kolarzem z lepszą kondycją, pojechaliśmy prosto na zachód, zamiast odbić standardowo do Krzywca. Wiedziałem, że będzie to droga przez piaszczyste ścieżki leśne, ale zważywszy, że cały tydzień padało, były duże szanse, że prędzej się ubłocimy niż ugrzęźniemy. Faktycznie przez większość leśnego odcinka ziemia była wystarczająco wilgotna, by być zbitą. Kałuż nie było. Ale i tak trafiło się kilka trudnych dla moich kół fragmentów z suchym piaskiem. W tym chyba ze dwa, na których musiałem przeprosić się z chodzeniem. Oj nie lubię zmagań z piachem, tyle wysiłku by parę metrów pokonać! Zmęczył mnie ten las.

Dalej to już całkowity standard. Jedynie na koniec dodatkowo odprowadziłem KL pod jego dom.

Łódź, Piotrkowska - Rokicińską do Józefiaka - na północ trzymając się okolic A1 - Stryków - Szczawin - Janów - Łódź

Niedziela, 10 lipca 2016 · Komentarze(0)


Ponieważ A1 jest już nieprzejezdna, a w każdym razie nieprzejezdna dla rowerów (nie licząc tych na dachach aut), to chciałem sprawdzić czy da się przejechać wzdłuż, licząc na drogi serwisowe. Test od Widzewa na północ do Strykowa. Potencjalna trasa była obiecująca. Na OSM prawie na całym odcinku tuż przy A1 były drogi. Z Malowniczej skręcam na wschód w Taborową. Tu mogę podziwiać autostradę od spodu.



Pod samym wiaduktem piach grząski, bo wisząca nad nim jezdnia ochroniła go przed wczorajszym deszczem. OSM obiecywał drogę po zachodniej stronie. Zamiast tego ogrodzenie. Jadę po wschodniej. Tam trochę asfaltu, trochę szutru, znowu trochę asfaltu. Po chwili trafiam z powrotem na ul. Malowniczą. I tu nie ma jak kontynuować przy A1. Jest nawet obiecywana zachodnia droga serwisowa. Niestety pozostało mi pocałować klamkę. Nie, nawet tego nie mogłem uczynić, to też zepsuli - klamki nie było.



Wróciłem na skrzyżowanie Malowniczej z Taborową, tym razem skręcając na zachód. Kawałek asfaltu, a dalej terenowo. Po drodze przejeżdżam trzy progi zwalniające w terenowej wersji. Czyżby inicjatywa i wykonanie mieszkańców?



Wkrótce znowu mogłem oglądać autostradę, choć z pewnego dystansu.







Taborowa kończy się krzyżując się z ul. Mileszki. Skręcam w kierunku autostrady. Tu fragmentami spaceruję z powodu zbyt grząskiego piasku. Docieram pod wiadukt. Widok z zachodu.





Wokół leżą liczne korzenie, pewnie pozostałe po wycince lasu pod autostradę. I po co one tak leżą?



Ten sam wiadukt ze wschodu.



Po wschodniej stronie znalazłem drogę. O ile dobrze pamiętam, to terenową. Wznosi się nad autostradę.





Za ul. Wiączyńską można wjechać w niepozorną polną dróżkę między domami, którą dociera się do asfaltowej drogi serwisowej. Nie pamiętam czy taka była aż po Natolin. W Natolinie mijam salę weselną, która wesołość ma na oko dawno za sobą.



Po chwili znowu brnę w jakichś piaskach tuż obok A1. Dobrze, że w sobotę trochę padało, to jest wystarczająco twardo. I znowu znajduję się wyżej od autostrady.





Droga zanika. Robi się coraz węższa i bardziej grząska.



Wschodnia droga nad A1 przed Plichtowem zanika - robi się wąsko i grząsko

Tu piesza przeprawa. Dobrze, że las wykarczowali z niewielkim marginesem poza planowane ogrodzenie, to przynajmniej mogłem się zmieścić z rowerem obok.



W Plichtowie kikuty asfaltu spod wiaduktu prowadzą na wschód na szutrowe drogi.



Wiadukt w Plichtowie.



Terenową drogą po zachodniej stronie A1 docieram z Plichtowa do Lasków. Tu jest wiadukt nad A1. Widok na południe.



Na północ.



Dalszy terenowy odcinek na zachodzie A1 (przy okazji, o ile pamiętam, szlak konny) i kolejny przejazd pod autostradą. I też korzenie.





Dalej droga nie dawała za bardzo innej opcji niż dojazd do trasy prowadzącej z Nowosolnej do Skoszewów. Ta zmienia się na jakiś czas na płyty betonowe. To dopiero "radość". Odbijam do Nowych Skoszewów, by wrócić w okolice autostrady. W okolicach wiaduktu jest asfaltowa droga prowadząca w kierunku MOP. Sprawdzam. Niestety zaraz za MOP urywa się.



Co do samego MOP, to tu krajobraz budowy trwa nieodmiennie. Zjazdy do MOP zamknięte zaporami. Czy wicepremier wpadnie też otworzyć MOP?





Wiadukt w Nowych Skoszewach.



Z wiaduktu nad A1 w drodze do Sierżni znowu fotografuję dwie strony świata.





Skrzyżowanie w Sierżni. Ktoś nie miał tu szczęścia.



Z owego skrzyżowania znowu dojeżdżam do autostrady i wjeżdżam na ładny asfalt po jej wschodniej stronie, prowadzący w kierunku skrzyżowania A1 z A2.



Z wiaduktu widocznego na zdjęciu powyżej wykonuję zdjęcie skrzyżowania autostrad.



Następne wymagało wdrapania się na naturalny ekran w postaci nasypu. Ten jest mocno obrośnięty. Trzeba omijać licznie wyrastający nań oset.



Po dotarciu do DW708 przejeżdżam nad A2, by za chwilę przejechać nad od dawna działającą częścią A1. Widok na północ.



Widok na południe czyli skrzyżowanie A1 z A2.



Powrót dobrze znaną trasą. Po tym wszystkim trochę za duże te pagóry. Ogromne szczęście, że mogłem liczyć na sklep w Janowie, bo moje zapasy napojów się skończyły, a odczuwałem odwodnienie. Inne wiejskie sklepy po drodze były zamknięte.

Zdjęcia na mapie.

Łódź - Starowa Góra - Rzgów - Kalinko - Modlica - Tuszyn - Rydzynki - Czyżeminek - Gospodarz - Nowa Gadka - Łódź

Czwartek, 7 lipca 2016 · Komentarze(0)
Kategoria 40 - 70 km


Dzisiejszy przejazd nad S8 w Kalinku był moim pierwszym od kiedy ten odcinek, wraz ze świeżym fragmentem autostrady A1, zostały oddane do użytku. Dla niezorientowanych - otwarcie nastąpiło 1.07.2016. Poniżej widok na zachód.



I zbliżenie na bramki. Póki co A1 jest bezpłatna, więc budki kurzą się nieużywane.



Na wschód.



W oddali węzeł Łódź Południe czyli splot A1 z S8.



Gdy dojeżdżałem do Stawów Stefańskiego minąłem znak drogi bez przejazdu. Poczułem chwilową dezorientację. Gdzieś źle skręciłem? Przecież tam gdzie być powinienem, przejazd być musi. Miejsce się jednak zgadzało. Na krótkim odcinku trwają prace remontowe, które doprowadziły do zamknięcia drogi. Szczęśliwie rowerem można pozwolić sobie na przejazd bezpośrednio nad wodą.

Na stawie znajduje się wyciąg służący do wakeboardingu (że też brakuje u nas chętnych do zabawy w polskie słowotwórstwo dla nowych pojęć). Z braku obiektywu w telefonie (tak, technicznie rzecz biorąc on tam jest, ale co z niego za obiektyw...) pozostało mi podzielić się wyciętymi ponad granicę szumów matrycy fragmentami zdjęć. Można tu dostrzec (naprawdę!) śmiałka wykonującego akrobacje na desce.







I rozprysk wody po jego twardym lądowaniu.



Przy skrzyżowaniu Trasy Górnej z Demokratyczną, w myśl tytułu piosenki "Przewróciło się, niech leży", ekran nie zmienił swojego nadętego wizerunku, który widziałem już pod koniec maja. Czekają aż guz wchłonie się sam?



Albo może liczą, że ktoś z drugiej strony trafi i wszystko wróci do równowagi...

Dzień był wyjątkowo zimny jak na lipiec. Podczas wycieczki temperatura pikowała od i tak już zimnych 19 stopni do zaledwie 15. Polar zapięty, a pod koniec i opaska na głowie.

Łódź - Złotno - Babice - Kazimierz - Lutomiersk - Prusinowice - Konin - Górka Pabianicka - Łódź

Wtorek, 5 lipca 2016 · Komentarze(0)
Kategoria 40 - 70 km


Po pracy. Wymęczone z bólem. Jednak póki co dzień odpoczynku to za mało.

Dzisiejsze zdjęcia wykonałem już po wyciecze. Mam wątpliwości co do tego czy ta profesjonalnie wykonana "tabliczka" jest odpowiedzią na właściwy problem, który przyczynił się do tego, że ktoś mógł się przez ów próg, mmm, wtoczyć.



Łódź - Złotno - Babice - Lutomiersk - Prusinowice - Konin - Górka Pabianicka - Łódź

Niedziela, 3 lipca 2016 · Komentarze(0)
Kategoria 40 - 70 km


Standardzik. Nie mniej trzy tygodnie przerwy od roweru dały się we znaki. Na tyle, że już mi się nie chciało wbrew tradycji do Kazimierza wjeżdżać i z Babic pojechałem prosto do Lutomierska.

Miłym zaskoczeniem pod koniec było zastanie nawierzchni na DDR od skrzyżowania Bandurskiego z Krzemieniecką. Ostatnio jechałem tu 22.05 - wtedy jej nie było. Za skrzyżowaniem z Włókniarzy odliczam się na jednym z nowych liczników rowerów.



Trochę brak mi hasła ze starego licznika, który stał onegdaj w okolicy skrzyżowania Mickiewicza z Piotrkowską - "Liczy się rower!". Nazwa "Liczydło" też nieszczególnie trafia w mój gust. Podobnie jak dawny licznik i ten oddzielnie liczy przejazdy w każdą stronę. Jestem ciekaw czy będzie miał z nim również wspólną inną cechę - zerowanie się kilka razy w roku z powodu awarii.

Na Mickiewicza południowa DDR też już gotowa. A w zasadzie to właśnie ją kończyli, jakby na mój przyjazd. Te rowerki pachniały (śmierdziały) świeżą farbą.



Jest i sprzęt do malowania.



Panowie przynieśli szablon.



Lada chwila ukaże się kolejny znak przynależności tego niebrzydkiego asfaltu do rowerzystów.



No i jest.



A po wycieczce regeneracja słuszną porcją ajranu.

Łódź, Piotrkowska - Widzew - A1 na północ w okolice Strykowa i z powrotem - Widzew - Pomorska - Piotrkowska

Niedziela, 12 czerwca 2016 · Komentarze(0)
Kategoria 40 - 70 km


Wróciłem na zwiedzaną dwa tygodnie temu północną połówkę budowy A1, tym razem na sesję fotograficzną. Ponad 100 zdjęć do obejrzenia w galerii na Picasie.

Niektórzy rowerzyści wzięli się do zwiedzania chyba jeszcze zanim beton stężał.



Turystów niewielu, ale kilku się znalazło. Głównie rowerzyści, dwóch piechurów z piwami w rękach, a także dość zaskakujący mnie (jak na autostradę) sportowiec.



Spokojnie, aczkolwiek więcej przyczepek kempingowych z ochroną wyrosło na pasie.



Niby nic, nie licząc wyjątku na wiadukcie nad Plichtowem. Tam pan trzyma spuszczonego kundelka, który próbował się zdobyć na odwagę na atak. Ale na jego szczęście odpuścił w porę.

Zwiedzanie budowy A1 na południe od Łodzi

Sobota, 4 czerwca 2016 · Komentarze(0)
Kategoria 70 - 100 km


Po zeszłotygodniowej wycieczce na północ A1 przyszedł czas na zwiedzanie południowej części. Kilka zdjęć na zachętę poniżej, a łącznie ponad 100 jest w galerii na Picasie, wraz z opisami i współrzędnymi. I potwierdzam - dzisiaj chyba więcej stałem i fotografowałem niż jechałem.

Łódzki Rower Publiczny przegrał w starciu z Basketmanią - odbywających się w ten weekend na Piotrkowskiej ulicznych zmaganiach w koszykówce.



Czas doświadczyć A1.



Pomiędzy pasami łąka stara się odzyskać swój teren.



Z czynną pomocą jej mieszkańców.



W tej sielskiej atmosferze, której nie zmącił żaden pojazd budowy czy jakiekolwiek prace na autostradzie, nagle słyszę za sobą coś na kształt roju szerszeni. Takich "turystów" na budowie autostrady się nie spodziewałem.



Widok na północ z wiaduktu wjazdowego na A1 z S8.



E75 - to dziś do Norwegii czy na Kretę?



Czas pożegnać autostradę.



Po remoncie na Widzewie pomyśleli i postawili lustro przy przejeździe rowerowym. Tu wjazd na ul. Maksyma Gorkiego.



Lustro stoi też przy skrzyżowaniu Rokicińskiej z Wałową. Wygodniej niż szyję wykręcać sprawdzając czy ktoś skręcający w prawo nagle mnie nie przejedzie. To teraz jeszcze przydałyby się przy niewidocznych z DDR chodnikach, gdzie zdarzają się piesi niefrasobliwie wchodzący pod koła roweru.

Rowerowa popularność A1 nadal niewielka. Kilku pojedynczych rowerzystów. Grupka chyba trzech chłopców gdzieś w okolicach S8. Większą grupę starszej młodzieży mijałem zbliżając się do zjazdu na Widzewie w drodze powrotnej. Może uznali, że po zmroku bezpiecznej.

Powrót do domu przez Niciarnianą. Tu przyszło mi trochę pobłądzić, bo istniejące wcześniej dojście do kładki przez tory zostało całkowicie ogrodzone. Dojechałem ul. Szpitalną. Za przejściem też nie ma dojścia do Niciarnianej - jechałem więc przez niezbyt dobrze oświetlony park.

Na Pomorskiej od przystanku przy Tamka towarzyszył mi tramwaj. MPK jak zwykle nie pędzi, bo przystanki gęsto. Mimo że przez skrzyżowanie z Pałki tramwaj ma prosto, a ja muszę naokoło, to znowu się z nim spotkałem. Podniosłem głowę, a z tramwaju jakaś dziewczyna zagrzewała mnie do pościgu. Dałem się skusić. Natychmiast okazało się, że jest tam cała grupa studentów, która głośno zaczęła mi kibicować. Także nie pozostało nic innego jak tramwaj wyprzedzić. Co zresztą w tę stronę na Pomorskiej jest proste, bo droga w dół. Po drodze wyprzedziłem też pana na jakimś rowerze z silnikiem, wyglądającym na samoróbkę. Pan próbował się odwdzięczyć na Piotrkowskiej, ale się nie dałem. Chyba za mało koni weń włożył.

Zwiedzanie budowy wschodniej autostradowej obwodnicy Łodzi (+MC)

Sobota, 28 maja 2016 · Komentarze(0)
Kategoria 70 - 100 km

Ponieważ lokalne media ciągle straszą przedwczesnym finałem budowy wschodniej autostradowej obwodnicy Łodzi, czyli 40-kilometrowego odcinka A1, to MC nie musiał mnie jakoś szczególnie namawiać na zwiedzanie owej. Zanim - z niezrozumiałych powodów - przestanie być dostępna dla rowerzystów. Wątpliwości wzbudzały jedynie prognozy pogody, które od kilku dni zgodnie obiecywały burze. A IMGW na dokładkę dziś wydało ostrzeżenie o 85-procentowym ich prawdopodobieństwie w województwie, włącznie z towarzyszącym im gradem. Wyszliśmy z założenia, że ostatnio prognozują nazbyt pesymistycznie.

Plan zakładał dojazd do A1 na Widzewie, co mniej więcej stanowi środek nowego odcinka. Jazdę na północ po węzeł Stryków, powrót po swoich śladach, kontynuację po jej drugi kraniec - węzeł Tuszyn. A na koniec powrót przez południowe wioski do Łodzi, by nie przesadzać z monotonią nowej nawierzchni.

MC z rowerem w bagażniku dotarł do mnie kwadrans przed 13. Jeszcze tylko pozostało wypełnić jego koła powietrzem i wyruszyliśmy. Już na początku można było poczuć, że dziś przyjdzie się też zmagać z wiatrem.

Budowa A1 szczęśliwie pozbawiona jest paranoi ochrony i licznych ogrodzeń - inaczej niż to miało miejsce na budowie S8. Na węźle wjazdowym z Widzewa pusto, a stan wykończenia zaawansowany. Kierując się zainstalowanymi już tablicami wjeżdżamy na właściwy pas w kierunku Gdańska.



Znaczna część autostrady miała już wymalowane oznakowanie poziome. Gdzie indziej naszkicowana była szachownica pod wycięcia w betonie. Kolejne zdjęcie robię krótko przed węzłem przy DK72 (droga z Łodzi do Brzezin).



Po drodze do Strykowa było kilka przegród na pasie. Z pułapek na koła trafiło się gdzieś podłużne wycięcie fragmentu nawierzchni, odwierty o mniejszej i większej średnicy i przy którymś MOP głębszy ubytek w poboczu, w który wjazd mógłbym się skończyć nieprzyjemnie dla rowerzysty. Prace odbywały się chyba tylko w 3 punktach, w każdym mniej niż 5 osób. W tym tylko jeden znajdował się bezpośrednio na autostradzie - prace przy bramie pożarowej w Anielinie.

Profil wysokościowy jest autostradowy. Na północ najpierw dość długo ale łagodnie podjeżdżaliśmy. Pod koniec było ok. 2 km zjazdu, gdzie rower toczył się szybko bez pomocy. W końcu docieramy do ogrodzenia zza którego da się dostrzec skrzyżowanie A1 z A2.



Korzystając w tym miejscu z braków w siatce zewnętrznej zjeżdżamy na asfalt techniczny by dojechać bliżej węzła. Przy nim robię kolejną fotkę, na której w zasadzie nic nie widać.



Przez chwilę wracamy po swoich śladach, by wkrótce przejechać nad autostradą i przez Anielin wrócić na autostradę wspomnianą bramą pożarową - tą, przy której trwały prace. Niestety powrót jest pod wiatr. Do tego wróciliśmy na odcinek, który przed chwilą był dynamicznym zjazdem, a teraz zmuszał do mozolnej wspinaczki pod górę. Pod wiaduktem prowadzącym między Moskwą a Boginią robimy postój, korzystając z jego cienia. Bo jeśli chodzi o te prognozy, to nadal wszystko wskazywało na to, że prędzej dostaniemy udaru słonecznego niż zmokniemy. Zrobiłem zdjęcie widoku w stronę północną.



A także południową.



W okolicy Nowosolnej wypiłem ostatni łyk z 1.5-litrowego zapasu izotonika. Korzystając z kolejnej bramy pożarowej zjeżdżamy więc w poszukiwaniu sklepu. Wyszło na to, że jedyny w okolicy to market na gwiaździstym skrzyżowaniu w Nowosolnej. Posilam się batonami i Colą, wrzucam nowe izotoniki na ramę i łudzę się, że to mi doda trochę świeżej energii. Na A1 wracamy z powrotem po bardzo dziurawej Wiączyńskiej.

Gdy na powrót znajdujemy się na Widzewie, MC sugeruje, że w zasadzie moglibyśmy odpuścić sobie południową część. Najpewniej miał na względzie moją zbolałą minę powodowaną pogłębiającym się zmęczeniem. Ale miałem ochotę choć kawałek zobaczyć. Zresztą tuż za zjazdem na Widzew tablica informowała, że do następnego węzła jest tylko 7 km. Tutaj też przejeżdżamy nad torami prowadzącymi do PKP Cargo w okolicach Della.



I jeszcze widok z wiaduktu nad torami na północ.



By nie przeciągać struny z nadwyrężaniem mojej kondycji, na węźle prowadzącym w Łódź Górną rozstajemy się z autostradą.



Powrót Tadzinem, Bronisinem i Starową Górą do Trasy Górnej.

Wracając jeszcze do autostrady. Rowerzystów było bardzo niewielu. Może wszyscy przestraszyli się prognoz pogody. Pracownicy ochrony na szczęście zajmują się pilnowaniem parków maszynowych a nie turystami. Przejeżdżały też różne samochody osobowe z pracownikami, ale i oni nie czuli potrzeby robienia afery z rowerów. Przez jakiś czas jeszcze więc teren budowy A1 może być atrakcyjnym celem rowerowych wypraw.

A wzdłuż autostrady powstają bardzo przyjemne fragmenty asfaltów, które tradycyjnie będą się marnować, zamiast wykorzystać je by stosunkowo niedużym kosztem zrobić "autostradę" dla rowerowych turystów.

Deszcz nie przyszedł. Również po wycieczce. Za to na słońcu wysmażyliśmy się na "well done".

Łódź - Kazimierz - Kałów - Porczyny - Uniejów - Spycimierz

Czwartek, 26 maja 2016 · Komentarze(0)
Kategoria 40 - 70 km

Wycieczka na obchody Bożego Ciała w Spycimierzu. Bo Spycimierz z tego słynie, że robi się w nim długie dywany kwiatowe z okazji tego święta.

Boże Ciało wszędzie, więc ledwo się ruszyłem, to przejechałem przed czołem procesji dochodzącej po Rewolucji do Piotrkowskiej. Następną spotkałem w Kazimierzu - ta mnie zatrzymała na kilka minut.

W Charbicach zerkał na mnie bocian z niskiego gniazda. Ale teren prywatny, więc odwdzięczyć mu się mogłem zdjęciem jedynie z odległości.



W dalszej trasie mijałem jeszcze kilku innych przedstawicieli jego gatunku.

Za Puczniewem wybrałem tę węższą drogę w kierunku Kałowa. Miło tu. Dokoła cisza.



Do Mianowa prowadzi urokliwy szpaler drzew.



Droga przez las do Kałowa zachwyca mnie za każdym razem.



Za szczytem góry w Górze Bałdrzychowskiej jest Zagórze, gdzie wspina się na kolejny szczyt. A z tego szczytu rozciąga się widok godny kolejnego zdjęcia.



W Bałdrzychowie jechałem po wyraźnych śladach procesji.



Dalej na zachód jest bardzo dobra nawierzchnia. I znowu ładnie, w lesie.





Na DW437 skończyła się radość z jazdy z bardzo ograniczoną liczbą samochodów. Dojeżdżając do Uniejowa tradycyjnie zignorowałem te politowania godne chodniki rowerowe. Za rondem w kierunku Turka zaczęły się korki. I te korki, jak się okazało, spowodowane były wydarzeniami w Spycimierzu. Z DK72 prowadzą tam dwie drogi. Z okazji święta uczyniono je jednokierunkowymi, także pierwsza, którą mijałem była wyjazdową. To małe dróżki, więc sygnalizacji świetlnej nie ma. A ponieważ chętnych do skrętu do Spycimierza było wielu, to stąd się robił na DK zator. Pojechałem przepisowo, na drogę wjazdową. Korzystając z jednego kierunku jazdy wyprzedzałem przez jakiś czas korek. I poświęciłem chwilę by go uwiecznić.





Niestety chwilę później sam utknąłem, bo wyjeżdżający z parkingów turyści nie zapamiętali kierunku jazdy, a na sznur aut w dwóch kierunkach droga była za wąska. Także wlokłem się na zderzakach aut. Ostatecznie dotarłem do płatnego parkingu stworzonego przez obrotnych mieszkańców na ich polu i zabukowałem miejsce na mój nadjeżdżający w korku transport samochodowy. Po wrzuceniu roweru do bagażnika można było już spokojnie pieszo dotrzeć do centrum wsi i podziwiać.

Ze Spycimierza powstała cała galeria.