Realizacja planu z 28.06, którego wówczas nie udało się w pełni wykonać.
Z incydentów drogowych. W Niesięcinie zbliżam się do skrzyżowania z DK71 zamierzając je przejechać prosto. Świeci zielone. Już jestem kilka metrów przed skrzyżowaniem a na wysokich obrotach zaczyna się przeciskać, to przyhamowując to przyspieszając, samochód osobowy. Włączony prawy migacz. Samochód osiąga moją wysokość i jest coraz bliżej mojej kierownicy, zmuszając mnie w końcu do hamowania. Kierowca samochodu za chwilę również gwałtownie hamuje, bo skutkiem jego dziwnych manewrów sam nie zmieścił się na zielonym. Patrzy się na mnie w lusterku wstecznym, więc popukałem się w głowę. Pan cofnął się o kilka metrów pytając "co niby takiego zrobiłem?". Nie sposób było panu wyjaśnić. Dwa wybrane cytaty:
"Powinien pan tu jechać po chodniku!"
"Jak się pan decyduje jeździć rowerem to powinien pan jeździć tak by było bezpiecznie!"
Aha, i vice versa. Osłabiony wykrzyknąłem jakąś krótką serię zarzutów włącznie z pytaniem czy pan kierowca prawo jazdy kupił na Ukrainie, skoro przepisów nie zna, wpakowałem mu się zaraz przed maskę by przywrócić właściwą kolejność przed ponowną zmianą świateł i tyle. Szkoda słów.
Elektrownia wodna na Nerze w Bałdrzychowie. Prezentuje się znacznie lepiej niż ta atrapa w Charbicach.
W
Małyniu jak i w Kazimierzu kościół postawiono postawić z rozmachem. Chyba jedna msza wystarcza by obsłużyć nie tylko całą wieś, ale i jej okolicę.
Księżyc nad Piątkowiskiem był nisko i był wielki. Było ładnie. Tylko aparatu dobrego nie było.
Pod koniec kryzys zapisywania GPS-em, bo bateria w moim telefonie kończy życie i lubi mieć nagłe zaniki mocy. 99 km na liczniku, początek Maratońskiej, dzwoni telefon. Odrzucam, piszę SMS, wyślij i... i wyłączył się. A tu z okazji pewnej konkurencji potrzeba mi było wszystko co do metra nagrać. Dobrze chociaż, że rejestrator śladów nie ma problemu z nagłymi wyłączeniami i odzyskuje trasy. Postój wymuszony, ogrzewanie baterii w rękach. Pierwsza próba - włączam, wpisuję datę, godzinę, rejestruje się do sieci i padł. W drugiej próbowałem mu dać mniej okazji do ciągnięcia prądu i wszystko pomijałem starając się jak najszybciej wymusić tryb offline. I udało się. I GPS wystartował. Żeby jeszcze trochę utrudnić mi zadanie, po drodze opuścili zapory na Wróblewskiego.
A, i antagonizm kierowca - rowerzysta na Maratońskiej miejscami wzrósł, bo drogowcy odświeżali farbę na pasach, więc postawili pachołki pośrodku jezdni i przez to np. na przewężeniu przed Popiełuszki nie było miejsca by rower wyprzedzić.
Równowaga we wszechświecie została przywrócona. Od dziś znowu towarzyszy mi licznik. Moją zmarłą tragicznie Sigmę 1106 zastąpiła Sigma 16.12, również w wersji przewodowej.