Łódź - Wódka - Kalonka - Boginia - Stare Skoszewy - Bartolin - Stryków - Szczawin - Janów - Łódź

Środa, 30 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria 40 - 70 km

Dzisiaj zbierało się ciężko. Udało mi się wyruszyć o 5:40. Jechało się też ciężko - wczorajsze 166 km czułem w nogach na każdym metrze. Trasa tradycyjna, ale nie obyło się bez przygód. W Strykowie kiepski pomysł przejazdu przez dziurawy krawężnik i na skręcie do Swędowa wymieniałem dętkę.

Na koniec zygzak po mieście by dociągnąć kilometry. Wszystko dla planu, co niedawno się zrodził w głowie jako realny czyli skończenia lipca z 1000 km miesięcznego przebiegu. Potem już same problemy i pod górę, ale ostatecznie, z dniem zapasu, udało się. Skutkiem tego wpisu bikestats podsumował mnie na 1000.29 km. Mission accomplished!

Łódź - Łask - Nowe Kozuby - Zduńska Wola - Szadek - Lutomiersk - Ozorków - Sokolniki-Las - Szczawin - Janów - Łódź

Wtorek, 29 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria > 150 km
...czyli odrabianie niedzieli.

Zacznę od wczoraj. Z kołem do pracy, a stamtąd po wybiciu godziny otwarcia serwisów bieg na miasto w poszukiwaniu kogoś, kto mi szprychę doda i je wycentruje na już. Maxxbike na Narutowicza za nic nie chciał mnie uratować. Dalej uderzyłem do Dynamo na Kilińskiego. Tam najpierw upierali się przy jutrze, ale w końcu zgodzili się zrobić tego samego dnia. Po 17 już odebrałem gotowe koło, w domu montaż, doregulowanie hamulców. I już zbierałem się na rower, a tu deszcz. Nie chcąc powtarzać niedzielnego mycia tym razem spasowałem, zwłaszcza że na dziś wziąłem urlop i plan z góry zakładał wiele kilometrów od świtu.

I do dziś. Udało mi się w porę wstać i prawie o świcie, tj. o 5:20, już wyjechałem w trasę. Do Dobronia tradycyjnie przez Maratońską do Górki Pabianickiej, a potem nad S14 wraz z odrobiną szutru. Potem DK14 do Łasku, ruch całkiem niemały. W Łasku w miasto i na Widawę, na znaną mi DW481. Jak ktoś nie był, polecam - dobry asfalt, ładna okolica, pagórki. W Sięganowie drogę przecina mi budowa S8 Łask - Sieradz. Wjeżdżam na wciąż zamknięty docelowy wiadukt na tej drodze i z niego pierwsze zdjęcie.

Widok na zachód, w kierunku Sieradza. A pode mną parędziesiąt metrów dalej obecny objazd czy może raczej przejazd przez budowę na drodze do Widawy. Na parkingu po niewidocznej stronie kadru zjeżdżali się powoli pracownicy.

Jadę dalej. Pamiętałem, że skręcić miałem w Kozubach. I skręciłem. Ale te okazały się nie tymi - miały być Nowe a nie Stare. Szybko się zorientowałem, że coś nie gra, konsultacja z GPS-em i poprawka. Tu mnie jeszcze nie było, a w sam raz pod rower - nawierzchnia w miarę, a spokojniej niż na DW. Również polecam! Zaraz za Nowymi Kozubami trafił mi się (bo nie przygotowałem się pod względem atrakcji turystycznych) młyn wodny na Grabi.

Kilka kilometrów za nim stoi drogowskaz na Zduńską Wolę. Sam ładny asfalt, część chyba kładziona niedawno. W Ptaszewicach gniazdo z dwoma bocianami. A ponieważ w Kozubach mijałem większą rodzinkę i nie skorzystałem z okazji, postanowiłem chociaż tu pstryknąć.

Od lepszej oświetleniem strony niestety widoczny był tylko jeden. Ja jemu, a on mi się przygląda.

Docieram do Paprotni, powrotnego punktu przecięcia S8. Znowu wybieram zamknięty wiadukt. Na wjeździe widać dźwig montujący ekrany, obecny objazd wiaduktu, a w tle rozciąga się panorama Zduńskiej Woli.

Z góry widać trwające prace.

Nie powiedziałbym, że praca wre. Ale coś się dzieje. Pan na krzesełku ma lizak i napis na plecach "kierowanie ruchem". I wyraźnie się nudził, bo nie było czym kierować.

I jeszcze dźwig z bliska.

Tak, zastygł w tej pozycji, którą było widać na wcześniejszym kadrze. Przez cały mój postój postępów z montażem tej tafli ekranu nie było.

Koniec oglądania i na Zduńską. Do centrum jest w porządku. Mijam DK14, dojeżdżam do Szadkowskiej i kryzys - wszędzie chodniki rowerowe, których tu dawniej nie było. Żenada, kostka. Koszmar! Tak właśnie Zduńska wita fanów rowerowych dystansów. Wiwat! Nawet nie miałem ochoty uwieczniać. Nie powiem gdzie, w obliczu moich kilometrów, miałem te instalacje.

A za Zduńską? Tam jeszcze gorzej! Tutaj projektanci z nadmiaru miejsca popisali się jak tylko mogli. Od Maciejowa po Suchoczasy jezdnia została zwężona i w zamian za to został wybudowany wielki chodnik. Tu aż postanowiłem przymierzyć rower do niego, by zaprezentować szerokość.

 Pomysłodawca zasypia pewnie pokrzepiony myślą, że przynajmniej chodnik ma duży. Oczywiście kostka, oczywiście fazowana, oczywiście co bramę obniżenia i oczywiście krawężniki. No i znak nakazu drogi pieszo-rowerowej. Cieszmy się - w Polsce taka rewelacyjna infrastruktura rowerowa się buduje! Na pewno mogą się cieszyć kierowcy, bo wygląda na to, że tylko po to, by rowerzysta nie mógł jechać po ich drodze.

Od Szadku do Lutomierska na szczęście jeszcze śmieszki rowerowej nie ma, ale patrząc na remont w Kwiatkowicach, gdzie zatrzymała mnie mijanka, zaraz pewnie będzie. Tu też wizyta w sklepie.

Dojeżdżam do Lutomierska, na liczniku równe 100, plan wstępny zakładał jechać stamtąd prawie prosto (przez Babice) do Łodzi, co miało dać trochę ponad 120 km. Czuję jednak zapasy sił, więc czemu by nie wydłużyć? Odbijam więc na Aleksandrów. W Aleksandrowie jakiś rowerzysta mnie wyprzedza, co trochę motywuje do szybszego pedałowania. Musiałem jeszcze tylko odczekać aż przejadą mi samochody na drodze uprzywilejowanej, przed którymi on zdążył. Próba pościgu idzie wolno, zanim go doganiam skręca gdzieś przed Jedliczami. A że do Ozorkowa bardziej w dół niż w górę, to dalej idą dobre obroty. Temperatura jednak też idzie sprawnie w górę. Napoje schodzą szybciej. W Kowalewicach kolejna wizyta w sklepie. Za Ozorkowem odczuwam początki kryzysu.

Prawdziwy kryzys nadszedł w okolicach Szczawina, gdzieś po ok. 140 km. Już się nogi nie chcą kręcić. Chwila odpoczynku w cieniu sklepu w Szczawinie, bez zakupów, bo samoobsługowy, ciasny, a roweru zostawiać nie lubię. Dalej Palestyna a ja odczuwam, że usycham. Jakoś doczołguję się do Janowa. Tam sklep, w którym jest ostatnia buteleczka Powerade. Wciągam od razu. Do tego zapas wody do bidonu i powoli jestem gotowy by dowlec się do domu.

[CENZURA]

Niedziela, 27 lipca 2014 · Komentarze(0)
Tytuł został zdjęty przez cenzurę.

A miało być tak pięknie. Przygotowany plan na setkę. Jeszcze tylko skutki tej wczorajszej jazdy w deszczu. Mycie szło topornie i długo. W końcu jednak rower był gotowy. Wskakuję w rowerowy strój, zabieram co potrzeba, przestawiam rower przez próg opuszczając tylne koło z kilku cm wysokości i... brzdęk. Dźwięk sprężynujący, niczym gra na linijce wysuniętej nad brzegiem szkolnej ławki, tylko bardziej metaliczny. I od razu ósemka, skutecznie blokująca ruch koła w hamulcach. Niedziela to piękny dzień na pękające szprychy!

Łódź - Wódka - Kalonka - Boginia - Stare Skoszewy - Bartolin - Stryków - Szczawin - Janów - Łódź

Sobota, 26 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria 40 - 70 km

Tytuł alternatywny: Rowerzysta podany na mokro w okrasie błotnej.

Gdy już uczyniłem zadość obowiązkom rodzinnym i pozbierałem się do wycieczki zrobiła się 19. Coś tam na radarze było, co wyglądało jak padanie na wschodzie Łodzi, ale ja nie pojadę? ŁWD już w końcu nie zapowiadało na noc deszczu w okolicy. I ledwo wyruszyłem, jeszcze nawet nie osiągnąwszy Konstytucyjnej, zacząłem moknąć. Przystanek pod wiatą przystanku tramwajowego i chwilę bicia się z myślami - czy skreślić rower czy może jednak? Ostatecznie więc zapakowałem telefon-tracker w dodatkową folię ochronną i postanowiłem się uprzeć. W końcu ciepło, lać nie lało, ot letni deszcz - pewnie przejdzie. Deszcz też się postanowił uprzeć. Towarzyszył mi zdaje się do samego Strykowa. Już zresztą wcześniej przestałem się zastanawiać czy to jeszcze z nieba leci czy spod kół pryska z mokrej jezdni. Fascynujące ile to wody na obuwie się wylewa, czyniąc je całkowicie mokrym. Suchy asfalt, na którym mogłem sam zacząć schnąć znalazłem dopiero na ul. Mrówczej w Łagiewnikach. Skutkiem wycieczki wróciłem ubłocony, z ubłoconym rowerem, ale szczęśliwy. W końcu lepszy rower na mokro niż znowu dzień przestoju.

Łódź - Aleksandrów Ł. - Jedlicze - Ozorków - Sokolniki-Las - Biała - Szczawin - Józefów - Łódź (+KL)

Wtorek, 22 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria 40 - 70 km

Na spotkanie z KL na skrzyżowanie Bielicowej i Aleksandrowskiej. W związku z tym standardowy dojazd do Aleksandrowa przez Rąbień upadł jako niezbyt sensowny (by nie zawracać). Zaplanowałem więc trasę przez drogi na północ od Aleksandrowskiej. Całkiem znośne, choć KL był innego zdania. Dalej po staremu. W Ozorkowie tankujemy powietrze do kół KL, bo tył wyglądał sflaczale. To dodało KL prędkości, a mi zmęczenia. Modyfikacja poprzedniego przejazdu dopiero w Sokolinach - zmiana trasy do Dzierząznej. Bardzo udana! Gładko, równo. Tylko po co tyle progów zwalniających na wsi? No, trochę się też zapędziliśmy i przejechaliśmy zakręt w Jasionce - zorientowałem się po nagle kończącym się asfalcie. Ze Szczawina przez Palestynę do Józefowa, a stamtąd na drogi biegnące w bezpośrednim sąsiedztwie Łagiewnickiej. Pod koniec KL zaczął odstawać, ale przyczyną okazało się znowu ciśnienie - dętka nie wytrzymała podróży. Rozstajemy się na skrzyżowaniu Aleksandrowskiej z Włókniarzy.

Wspólny dystans - 61.40 km.

A temperatura dziś znośna. Na koniec nawet się dość znacząco ochłodziło.

Sieradz - S8 - Róża - Pawlikowice - Pabianice - Łódź

Niedziela, 20 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria 40 - 70 km

Jeżeli jeżdżenie w takim skwarze nie nazywa się nieodpowiedzialnością, to już nie wiem co nią jest. Plan powrotu prosty, wiadomo - S8. Tylko nie dobudziłem się w porę, więc wyjazd dopiero koło 10. Dobrze, że chociaż trochę wiało (źle, że w twarz, wiatr południowo-wschodni). Przynajmniej podmuchy nie były jeszcze upalne. Słońce prażyło, napoje schodziły szybko. W przejechanym wczoraj Gorczynie zjechałem więc w poszukiwaniu sklepu. Znalazłem. A jak był cudownie sklimatyzowany! W Teodorach utrudnienie, bo stoi całkiem porządnie skręcony płotek z siatki odgradzający budowę od mającego się lada dzień otworzyć odcinka Łask-Róża. Skrupulatnie poprowadzony w poprzek całej drogi, z zielenią między barierkami oddzielającymi pasy włącznie. Szczęśliwie został wolny wąski skrawek między osłoną dźwiękochłonną a barierką po lewej (północnej) stronie. Jeżeli ma chronić przed zwierzyną biegającą po budowie, to chyba należałoby poprawić. Na węźle w Róży wystarczyło bym był wystarczająco dobrze zauważalnym dla ochrony by być wyproszonym przez bramę prowadzącą na Mogilno. Zgodnie z planem! A dalej postanowiłem pojechać, gdzie mnie jeszcze nie było - do samej Róży, dalej do Pawlikowic. Stamtąd po DW485 (Pabianice - Bełchatów) prosto do Pabianic, i dalej już najzwyczajniej przez Ksawerów do Łodzi.

Co do S8, to znowu coś w niedzielę się działo, ale bardzo niewiele. Ze trzy koparki pracujące pod nasypem drogi, jakieś dwie ciężarówki z piaskiem jadące po S8, ktoś przedmuchiwał zanieczyszczenia z kanałów odprowadzających wodę, inni ktosie siedzieli na barierkach i czekali aż lepsza pora na pracę przyjdzie.

A w samej Łodzi, gdy mój organizm uprażony od ukropu zalewał mi oczy potem z czoła i jechałem już ostatkiem sił, tuż za rondem Lotników Lwowskich wyprzedził mnie rowerzysta, który utrzymywał potem niewygórowane tempo, prowokujące do siedzenia na kole. Tak to bezlitośnie ludzi się zmusza do wysiłku!

Łódź - Dobroń - Łask - S8 - Sieradz

Sobota, 19 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria 40 - 70 km

Wycieczka na raty. Najpierw do Dobronia, wyjazd wpół do drugiej. Żar lał się z nieba, powietrze poprawiało gorącymi podmuchami. Żeby nie było jak zawsze, wypróbowałem wyjazd na zachód z Piątkowiska, wprost do Wymysłowa Francuskiego. Trochę szlaki, trochę asfaltu lepszego, więcej gorszego. Ogólnie niepotrzebnie było kilometrów nadrabiać w zamian za niewygodę. W Dobroniu rodzinna uroczystość, a po 19 dalej do Sieradza. Pogoda wreszcie lepsza do jazdy. Zdecydowałem dostać się na S8 w Łasku próbując to uczynić jadąc przez Gorczyn. Nie pamiętałem z ostatniej wycieczki czy ta droga miała biec nad S8, a wtedy byłoby pewne, że póki co jedzie bezpośrednio przez teren budowy czy może pod. W razie czego wracałbym do Łasku i jechał na Widawę, gdzie wiedziałem na pewno, że w Sięganowie jest możliwość wjazdu. W Łasku trochę zabłądziłem, nie skręcając w porę w ul. Narutowicza, co zaowocowało zwiedzeniem miejskiego rynku. Objazd wokół i na Gorczyn. Tam szczęśliwie okazuje się, że wjazd jest. Dalej już całkiem rutynowo, tym razem jednak bez jazdy aż po zachodnią obwodnicę Sieradza, a zjeżdżając ostatnim zjazdem przed Sieradzem (wysokość Męckiej Woli). Tu buduje się rondo, całkiem nawet ciekawie. Póki co DK12 nadal biegnie niezakłócona prosto, jest jedynie zwężona, a po obu stronach zwężenia są wybudowane fragmenty wysepki ronda - odcinki koła.

Nadmienię, że wieczorem spokój i cisza na budowie, a że bramy od ogrodzenia są wszędzie otwarte, to ten spokój doceniła też okoliczna zwierzyna, mianowicie zające. Kilka sztuk niezbyt szybkim - jak na możliwości zająca - tempem, czmychało z powrotem do lasu, gdy mój przejazd zakłócił im spokojną obserwację ze wzniesienia, jakie stworzyła S8. I jeszcze cztery kaczki przeleciały mi tuż nad głową.

Łódź - Kalonka - Boginia - Stryków - węzeł A1/A2 - Swędów - Wołyń - Dąbrówka-Marianka - Zgierz - Łódź (+MC)

Piątek, 18 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria 40 - 70 km

 W Strykowie MC wyraził chęć obejrzenia południowego kikuta A1 biegnącego od węzła łączącego A1 i A2. Robimy więc nawrót, by dojechać do Anielina i jadąc wzdłuż wsi docieramy do końca zbudowanego odcinka. Pilnują asfaltu przed kradzieżą bardziej niż gdzie indziej - droga otoczona jest siatką, a na końcu brama. Na szczęście obok biegnie już asfalt techniczny, którym docieramy do wschodniej strony węzła, a potem dalej do Strykowa. W ten sposób przecięliśmy węzeł ze wszystkich 4 stron. A dalej standard. MC odłączył w parku przy 1 Maja w Zgierzu.

Łódź - Dobroń - kłopoty, kombinacje - S8 - Sieradz

Niedziela, 13 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria 100 - 150 km

Plan był dosyć prosty. Zwiedzić budowę S8 do Sieradza, ze szczególnym naciskiem na przejazd odcinka Róża - Łask, bo ten jest już gotowy i ma być otwarty najszybciej. Zgrubne podliczenie kilometrów - do Dobronia 27 km, linijka na Targeo dawała przejazdowi po S8 wraz z zachodnią obwodnicą Sieradza niecałe 50 km, plus jeszcze z Dobronia się dostać pod S14 - łącznie koło 80 km.

Do Dobronia tradycyjnie - przez Górkę Pabianicką i nad S14. Stamtąd kieruję się na Mogilno, gdzie S14 łączy się z S8 w węźle Róża. Z mapy Targeo zapamiętałem gdzie biegną drogi techniczne w okolicy i liczyłem, że jakoś z nich dojadę. Już w drodze do Mogilna zacząłem wyraźnie odczuwać odnawiającą się kontuzję kolana, więc tempo leniwe i z lekkim bólem. W Mogilnie wyprzedził mnie jakiś bardziej żwawy rowerzysta. To mnie zmobilizowało i postanowiłem przejechać przez wieś na jego kole. Przed wiaduktem nad S14 odbiłem na południe sprawdzając pierwszy boczny asfalcik. Bez szans. Wszystko już wygląda na dopięte na ostatni guzik, zwłaszcza siatka ogrodzeniowa. Wracam na wiadukt i oglądam zamknięty pas S14, który prowadzi do mojego celu. Gdyby tylko w tym miejscu dało się wbić na S14, to bym mógł skorzystać. Ale też żadnych opcji. Przejeżdżam więc nad S14 i dalej nad S8 na Rzgów, by dotrzeć do kolejnej drogi bocznej biegnącej wzdłuż drogi docelowej. Słabo to wygląda - S8 na lekkiej skarpie, siatka, bramy. I właśnie. Testowo podjeżdżam do jednej, patrzę - kłódki brak. Nie mniej jednak otwieranie sobie bram wydawało mi się zbyt brawurowe, a jeszcze trzeba by się za nią wspiąć po skarpie i pokonać barierki. Rezygnuję. Jadę dalej wzdłuż ekspresówki licząc na lepszą okazję. Asfalt szybko się kończy, dalej szuter. Siatka i bramy, bramy - tym razem z kłódkami. A skarpa coraz wyższa. W końcu dojeżdżam z powrotem do drogi Dobroń - Ldzań. Tutaj, obok przejazdu pod ekspresówką, brama zapraszająco otwarta. Ale wspinaczka z rowerem w tym miejscu wyglądałaby już ekstremalnie. Nasyp stromy, ok. 5 metrów. Postanawiam więc kontynuować szalonym planem awaryjnym, by dojechać do Teodorów i stamtąd zawrócić. Jadę więc na południe, przez Ldzań i Rokitnicę, zwiedzając malownicze okolice wraz z młynem wodnym, którego nie pamiętam kiedy ostatnio oglądałem - chyba w dzieciństwie. W ten sposób docieram do DK12 - drogi z Łasku do Piotrkowa Trybunalskiego. Po niej już prosto do Teodorów. Konstrukcja tego węzła jest osobliwa - pragnąć odbić w prawo, na Łódź, należy skręcić w lewo. Nie mniej jednak ten zjazd obstawiony był przyczepą campingową z panem ochroniarzem, który nie podejmował żadnej ugodowej dyskusji krzycząc coś o jego pracy i pensji, na którą to robiłem podobno zamach. Przy okazji twierdził, że i dziś trwają prace. Drugi zjazd, formalnie na Sieradz, był bez przeszkód. Z niego więc wybrałem się "pod prąd" z powrotem do Mogilna, tj. węzła Róża. Wrażenia? No dobrze, dobrze. Betonowe, przyjemnie się tu będzie autem jeździć. Tylko o co chodzi z tym konkursem na największą liczbę ekranów dźwiękochłonnych? I to na dodatek postanowili na tym odcinku postawić chyba każdy model, jaki producent oferował - metalowe z jasnoszarymi, żółtymi i ciemnoszarymi pasami, brązowe ze szklących się tafli, przezroczyste z prostokątną siatką (tych jak na lekarstwo) i nawet drewniane, z desek. W tej sytuacji znak oznajmujący, że właśnie przejeżdżamy nad rzeką Grabią - na dodatek w miejscu, gdzie jest na niej śliczne jeziorko, co wiem wyłącznie dzięki zdjęciom satelitarnym - jest niesmacznym dowcipem. Obie strony drogi całkowicie zabudowane. Widoków łącznie jest jak na lekarstwo. Bliżej Róży można na szczęście popatrzeć na gęsty las. Przed węzłem dostrzegam kolejny camping-stróżówkę, więc by nie wdawać się w zbędne dyskusje, podziwiam sam węzeł z dystansu. I z powrotem do Łasku. Co do turystów, to na tym odcinku jechał jeden kolarz i jakiś mniej wyścigowy rowerzysta, oboje na przeciwległym pasie. Kolarz zastanowił mnie bardziej, bo ten jechał od węzła Róża, a że nie wyprzedzał mnie we wschodnim kierunku, to musiał się jakoś tam dostać, chyba mniej legalnie niż ja. Ciekawe.

Oczywiście skutkiem niepowodzeń w poszukiwaniu wjazdu we właściwym miejscu, założenia kilometrowe już z góry wzięły w łeb - wracając do Teodorów miałem już 60 km na liczniku, a umieszczony już na S8 znak zapowiadał 45 km do Sieradza (ciekawe, do którego węzła). Za Teodorami zaczyna się odcinek, którego oddanie planowane jest podobno na grudzień. Tu zdecydowanie prace w lesie. Co do owych robót, które miały trwać, faktycznie. Ktoś gdzieś coś przykręcał, ktoś inny skubał młotem pneumatycznym, gdzieś się asfalt podgrzewał. Łącznie chyba nie więcej niż 4 punkty prac mijałem, z bardzo małą obsadą, gdzie nie pracował żaden ciężki sprzęt. Tak więc niedzielę na budowie można uznać za dzień wolny.

 Na budowie spotkałem Magdę, która, jak potem opowiadała, dopiero co rozbudziła w sobie zamiłowanie do długich rowerowych wycieczek. Kolano bolało, więc chętnie pojechałem w towarzystwie w turystycznym tempie. Rozstaliśmy się w Marzeninie, bo mój zapas płynów się skończył, a Magda opisała mi gdzie w Marzeninie znaleźć sklepy. Rzeczywiście, były, w tym jeden otwarty. Kolejka długa, więc na trochę tam utknąłem. Potem po swoich śladach z powrotem na S14. Trzeba wspomnieć, że Marzenin to jedno z tych wielu miejsc na trasie budowy S14, gdzie jest przeprowadzony prostopadły ruch samochodowy bezpośrednio przez teren budowy, na jednym poziomie. Także to są zdecydowanie najłatwiejsze miejsca do wjazdu na S8. Leniwie i z bólem kolana pojechałem dalej. Jeszcze gdyby nie ten dzisiejszy zachodni wiatr, to byłoby lżej. Kawałek za przejazdem przez Wartę znowu spotykam Magdę, która zmobilizowała się i postanowiła dotrzeć aż do Sieradza. Jedziemy więc dalej razem. W końcu docieramy do węzła, który - jak mówią mi włączający się na S8 z niego rowerzyści - prowadzi do Jezior. Tutaj się rozstajemy, koleżanka zawraca. A ja, nie do końca dobrze przygotowany z orientacji w budowie w okolicy Sieradza chwilę się zastanawiam gdzie w zasadzie miał być ten mój docelowy zjazd, czy to jeszcze nie dalej przypadkiem. Z braku pewności decyduję się na Jeziory. I bardzo dobrze, jak się okazało - to tu! Tu zaczyna się zachodnia obwodnica Sieradza. Przejeżdżam przez DK14 licząc, na zjazd w okolicach Kłocka. Tu się jednak zagapiłem, właściwa odnoga odchodzi zaraz za rondem na DK14, a dalej już zjazdu brak. Nie mniej jednak nie zawracam, będąc ciekawym gdzie w zasadzie ta droga ma mnie zaprowadzić. Kolejne rondo na Reymonta - czyli dla nie znających Sieradza - w zasadzie w szczerym polu. Intrygujące. A że po tak polnych drogach jeździć nie lubię, jadę dalej. I tak docieram aż do Smardzewa na DK12. Tu też rondo. Ale tego się teraz zrobiło. Już nie będą mówić, że Sieradz to to miasto, gdzie wszyscy Łodzianie jadą zdawać egzamin na prawo jazdy, bo jest tylko jedno rondo! I tak okrążywszy miasto dojeżdżam do niego do centrum od zachodu.

Jeszcze co do samej przejezdności. Nawierzchnia jest, wszędzie. Jedynym utrudnieniem są niektóre mosty, gdzie jeszcze brak jest finalnej warstwy, a są w związku z tym wysokie wystające łączenia. Tu trzeba uważać na opony. Przy niektórych z nich co prawda były nawet deseczki ułatwiające przejazd. Ogólnie bardzo już dobry stan na wycieczki. Zresztą od Teodorów po Sieradz turystyka była już intensywna. Rowerzyści, rolkarze, dzieci z psami na spacerze, starsze pary. Okazjonalnie przejechał jakiś samochód nadzoru, ale nie zaczepiali nikogo.

Słowo o pogodzie. Jak wyruszałem, to było 18 stopni i pochmurno. Zerknąłem tylko na Onet, który sugerował nie więcej niż 22. Wziąłem więc polar. Na początku nawet się przydał, ale jednak finalnie zrobiło się piękne lato, i ostatecznie musiałem go uwiązać na ramie, bo nawet rozpięty za bardzo męczył. Gorzej, że piękne lato, to i piękne słońce, na które się nie przygotowałem, więc skończyłem spieczony na raka. Kompletnie.

Po wizycie w domu rodzinnym powrót pociągiem. Łącznie wycieczka podstawowa do 111.64 km, reszta to przejazdy do i z PKP.